W kolejnej odsłonie naszej ogólnopolskiej kampanii czytelniczej „Polecam Jak Ona” zapraszamy do spotkania z twórczością Joanny Chmielewskiej – niekwestionowanej królowej polskiego kryminału z przymrużeniem oka.
Literacką inspirację zawdzięczamy Pani Grażynie, naszej Czytelniczce, która w pełnej humoru i błyskotliwych spostrzeżeń rekomendacji zatytułowanej „Wejście smoczycy” przypomina debiutancką powieść pisarki – „Klin”.
Wejście smoczycy
Rok 1964 w naszym kraju do kobiet należał. Na igrzyskach w Tokio Polki zdobyły 7 z 23 medali, ale jeden należał do siatkarek, zatem trzeba go liczyć x10. Rozbłysły gwiazdy Ireny Kirszenstein i Ewy Kłobukowskiej. Nastąpiło też literackie wejście smoczycy, która przybrała nazwę Joanna Chmielewska. A na serio była to Irena Barbara Kuhn. Stała się królową kryminałów z przymrużeniem oka. Pisała dużo i namiętnie. Czytano ją nałogowo. Bohaterkami i narratorkami jej powieści były kobiety!
Pierwsze jej dzieło to „Klin”, tytuł wieloznaczny, przeznaczony do interpretacji książkowej lub porannej. Czy nadal utwór nas interesuje?
Na pewno niektóre prezentowane w nim realia są archaiczne. Taki telefon. W momencie powstawania powieści dla przeciętnego mieszkańca kraju między Odrą a Bugiem owe urządzenie było luksusem na miarę posiadania auta marki „Wołga” i wcale nie musiała być czarna. A telefon był czarny i miały okrągły cyferblat, po którym się kręciło, by numer wykręcić. Z powodu właśnie kręcenia powstał związek frazeologiczny „wykręcić numer” oznaczający zrobienie komuś czegoś na diabła.
Sama intryga też pachnie archiwalnie. Dotyczy urządzeń i sygnałów typu B – 3, C – 1 oraz oprogramowania całej aparatury X. Nagłaśniającej oraz uwaga! podsłuchującej. Wówczas praktycznie wszystkie perelowskie kryminały miały wątek szpiegowski. Chmielewska nie mogła o tym nie napisać. Kto wie, czy ówczesna cenzura ideologiczna pozwoliłaby utworowi wyjść na światło dzienne, gdyby nie było tam kogoś złego z takiego „zgniłego” wówczas Zachodu. Europy i świata oczywiście?
Dziś szpiegostwo występuje w innej formie. Inwigilowani jesteśmy przez monitoring miejski. Przy moim śmietniku jest kamerka, która obserwuje, czy nie wyrzucam tam wielkich gabarytów, bo powinnam je wywieźć na PSZOK.
Ale powieść nadal wywołuje „banana” na twarzy. Uśmiechamy się czytając dialogi, bawi nas główna bohaterka i jej problemy. Zwłaszcza, jeśli przypomnimy sobie film „Lekarstwo na miłość”. Film ów powstał na motywach omawianej powieści. Odbiega od oryginału, ale nadal budzi zainteresowanie. Zwłaszcza jeśli ogląda się wielkie kobiece gwiazdy dawnego polskiego kina…Kalina Jędrusik, Krystyna Sienkiewicz, no i na pocieszenie dla płci drugiej – Andrzej Łapicki i Wieńczysław Gliński.
Zatem zabierajcie się do czytania i oglądania. Polecam, bo to HERstory!
Czy to wystarczające powody, by sięgnąć/ponownie sięgnać po twórczość Joanny Chmielewskiej?
Pani Grażyno, serdecznie dziękujemy za tę pełną wdzięku, humoru i literackich odniesień podróż w czasie!
A Wy? Macie swoją ulubioną książkę napisaną przez kobietę lub opowiadającą o kobietach? Podzielcie się nią z innymi czytelnikami! Czekamy na Wasze rekomendacje, refleksje i czytelnicze odkrycia.
Ogólnopolska kampania czytelnicza „Polecam Jak Ona” jest jednym z działań realizowanych w ramach projektu „HERstory – odkryj kobiecą siłę w książkach”, dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.
